fbpx

Właścicielka Sylwia Brzuska o Starej Mydlarni

Historia Starej Mydlarni ma swój początek na długo przed boomem na kosmetyki naturalne, w epoce, w której Internet raczkował, a na pewno nie można w nim było znaleźć instruktażowych filmów, jak samodzielnie wytworzyć w kuchni mydło glicerynowe – o innych produktach typu kąpielowe kule czy muffinki nawet nie mówiąc… Właścicielka firmy – Sylwia Brzuska miała jednak dobrą intuicję, że biznes kosmetyczny to coś dla niej… Jak typowy długodystansowiec stawiała przy tym na organiczny rozwój zamiast szybkie dyskontonowanie pierwszych sukcesów.

Kiedy była Pani małą dziewczynką, w jakiej roli widziała Pani tę dorosłą Sylwię?

Sylwia Brzuska: Jak każda dziewczynka miałam marzenia. I pewnie na liście wymarzonych zawodów pojawiały się różne profesje, jak to dzieci w zwyczaju mają. Tak naprawdę dopiero w liceum zauważyłam u siebie zdolności organizacyjne i przedsiębiorcze. Może to jeszcze nie wskazywało jasno, że swoją przyszłość zwiążę z zarządzaniem czy z prowadzeniem własnego biznesu, ale mogło być ku temu zupełnie niezłym prognostykiem.

To jaki był ostatecznie Pani zawodowy start?

Pierwsze kroki stawiałam w innej branży – była to agencja reklamowa i firma poligraficzna. Pracowałam bardzo intensywnie, może wręcz za bardzo, a taki tryb powoduje dość często efekt wypalenia. W pewnym momencie miałam pewność, że chcę czegoś innego. Byłam zmotywowana, żeby coś zmienić w swoim zawodowym życiu. Nie jestem osobą, która stoi i biernie czeka na to, co życie przyniesie, ale biorę sprawy we własne ręce. Zaczęłam szukać nowych wyzwań, które na nowo przywróciłyby mi satysfakcję z codziennej pracy. Chciałam pracować w branży, która byłaby mi jako kobiecie bliska.

Ostatecznie pomysł na nowy biznes narodził się podczas podróży. Weszłam do pewnego sklepu, w którym były ręcznie robione mydła, naturalne produkty, kolorowe i pachnące kosmetyki. Sklep jak z bajki. W Polsce tego typu produktów i takich sklepów w w tamtym czasie jeszcze nie było.

To była nisza. Intuicyjnie czułam, że warto zaryzykować: włożyć w taki biznes pieniądze, czas i całą energię. Tej ostatniej na szczęście mi nie brakowało i dobrze, bo okazało się, że będzie mi bardzo potrzebna…

Jakiekolwiek obawy, że coś może pójść nie tak?

W biznesie gwarancji nie ma. To, co sprawdza się na jednym rynku, niekoniecznie musi przyjąć się na innym. Nie dowiemy się tego jednak nigdy, jeśli nie zaryzykujemy. Postanowiłam, że stworzę firmę kosmetyczną z ofertą podobną do tego, co widziałam podczas tamtego wyjazdu. Jak łatwo się domyśleć, początki nie były wcale proste… Mnie jednak niełatwo jest zniechęcić!

W tamtym czasie receptury były ściśle chronione, a Internet dopiero raczkował, więc o żadnych instruktażowych filmach, jak zrobić mydło we własnej kuchni, mowy być nie mogło…

To prawda. Wszystko tworzyliśmy metodą prób i błędów. To wymagało ode mnie dużej dawki cierpliwości. Takie biznesowe początki to jednak dobry test przyjaźni czy relacji rodzinnych. Bardzo ważne było dla mnie wtedy wsparcie najbliższych. To dodawało wiary, że na końcu tej ciężkiej drogi pojawi się wymarzony sukces. Sukces, którym dla mnie była satysfakcja klientów. Pieniądze wcale nie były najważniejsze. Chciałam, by konsumenci poznali nasze produkty, docenili je, chcieli do nich wracać…

Dziś naturalne firmy, które wchodzą na rynek mają dużo łatwiejsze zadanie i zdecydowanie lepiej wyedukowanych klientów. Startupy mogą liczyć na dotacje, media społecznościowe pozwalają zacząć jakieś działania nawet przy mocno ograniczonych budżetach reklamowych.

Początki Starej Mydlarni to były inne czasy, ale teraz z sentymentem to wszystko wspominam. Nasze mydła były droższe od tych produkowanych masowo, ale dość szybko okazało się, że za jakość klienci gotowi są płacić więcej.  A kiedy już wyspecjalizowałam się w mydłach, zabrałam się za opracowywanie receptur kosmetyków naturalnych, tworząc apetyczne i zdrowe dla skóry produkty. Były to rozmaite peelingi, masła do ciała, olejki do masażu z dodatkiem ekstraktów roślinnych, płatków kwiatów. Ta nasza inność i oryginalność podbiła serca klientów. Staliśmy się marką utożsamianą z przyjemnym domowym spa. Marką bardzo lubianą, a wiadomo, że w biznesie kosmetycznym sympatia konsumenta ma olbrzymie znaczenie.

Kiedy poczuła Pani, że Stara Mydlarnia to już żadna tam manufaktura, ale całkiem nieźle rozkręcone przedsiębiorstwo?

Czasem sama nie mogę uwierzyć, jak długą drogę przeszła Stara Mydlarnia. Biznes przypomina podróż: tu ważny jest każdy krok. Zaczęło się od pierwszego sklepu na Starym Mieście w Bydgoszczy, potem stopniowo powiększaliśmy asortyment, zakładaliśmy kolejne własne placówki handlowe, rozwijaliśmy eksport, w 2010 roku stworzyliśmy franczyzowy model sprzedaży, w 2014 roku wprowadziliśmy linię produktów do pielęgnacji twarzy… Firma rozwijała się więc organicznie, ale w dość szybkim tempie jak na rodzinne przedsiębiorstwo. Nie jestem w stanie wskazać jednego wydarzenia, które sprawiło, że spojrzałam na Starą Mydlarnię jak na właśnie takie „dobrze rozkręcone przedsiębiorstwo”. Takich przełomowych momentów było mnóstwo.

Każdy rok to były nowe wyzwania, ale na szczęście, również kolejne sukcesy, dzięki którym miałam poczucie, że kierunek jest dobrze obrany i warto w tę naszą rodzinną firmę inwestować.

Kosmetyki to bardzo kobieca branża. Co kobiety – prezeski, właścicielki firm – wnoszą do biznesu?

Mogę mówić za siebie. Jako kobieta cenię sobie bezpośredni kontakt z innymi kobietami – naszymi klientkami. Bardzo lubię rozmowy podczas targów czy w naszych salonach franczyzowych. Wsłuchuję się uważnie w uwagi, spostrzeżenia konsumentek, bo nie chcę tracić kontaktu z rzeczywistością. Komplementy są zawsze miłe, ale konstruktywna krytyka czy pewne sugestie są chyba jeszcze ważniejsze. Umiejętność słuchania na pewno dobrze sprawdza się w biznesie kosmetycznym. Warto też pamiętać też, że to sektor, w którym wciąż pulsują nowe mody, nowe trendy – trzeba być bardzo uważnym, by czegoś ważnego nie przegapić.

Do biznesu na pewno wnoszę odwagę, wrażliwość, intuicję, dobrą organizację pracy. Wszystkie te cechy bardzo przydają się zarówno w kontekście podejmowania decyzji rzutujących na przyszłość firmy, ale też w takiej codziennej pracy.

W ogóle uważam umiejętność podejmowania decyzji, czasem niełatwych, za kluczową dla dobrego przedsiębiorcy.

To mówiąc o trudnych decyzjach – podejmuje je Pani sama i sama je komunikuje?

Decyzje strategiczne podejmuję sama, mając jednak zawsze wsparcie rodziny. Pozostałe, „codzienne”, których trzeba podjąć tysiące, konsultuję z moim zespołem, uważnie słuchając ich opinii. W końcu zatrudniam specjalistów: od sprzedaży, eksportu, marketingu.

Zarządzam firmą jako całością: wiem, na jakich wartościach ją opieram, jak widzę jej kierunki rozwoju, ale w kwestiach szczegółowych warto zaufać osobom, które za dane kwestie odpowiadają.

Firma to ludzie: mający zawodową wiedzę, doświadczenia – to bardzo ważny kapitał każdego przedsiębiorcy. Dlatego często jest tak, że długo nad pewnymi kwestiami rozmawiamy, szukamy najlepszych możliwych rozwiązań, możemy się nawet pospierać, bo przecież punkty widzenia bywają różne. Kiedy jednak jakaś decyzja zapada i realizujemy dany cel, nie powinno już być to kwestionowane, bo podważanie podjętych ustaleń, rozbija firmę od środka.

Odpowiadając wprost na pani pytanie: nie boję się decyzji podejmować, nawet tych trudnych, i potrafię je komunikować. Nie zawsze jest to łatwe i przyjemne, ale taka odpowiedzialność zawsze spoczywa na właścicielu firmy…

Jaką szefową jest Sylwia Brzuska?

Wymagającą wobec siebie i wobec innych. Bardzo zaangażowaną w każdy etap produkcji i rozwoju. Ale też pełną energii i otwartą na nowe pomysły.

Lubię, gdy mój dzień jest wypełniony, bo nie znoszę poczucia zmarnowanego czasu. Otaczam się ludźmi, którzy znają mój styl zarządzania i odnajdują się w nim.

Mogę zaryzykować stwierdzenie, że jestem charyzmatyczna, ponieważ umiem przekonać ludzi do swojej wizji. To pewnie kolejny czynnik, który jest ważny w biznesie – być pewnym tego, co się robi, bo to daje silne oparcie osobom, z którymi pracujemy i którzy powinni tę naszą wizję podzielać, jeśli stawiamy sobie wysokie cele.

Stara Mydlarnia to firma rodzinna. Jest pani, jest mąż, jest syn… Nie nadwyręża to waszych osobistych relacji?

Jak w każdej firmie rodzinnej, tak i u nas, pojawiają się czasami różnice zdań. Każdy z nas jest trochę inny. Miewamy odrębne zdania. Na szczęście potrafimy rozdzielić życie prywatne od zawodowego, więc nie rzutuje to nasze relacje osobiste.

Przy prowadzeniu firmy pomaga nam taki podział obowiązków i zadań, w którym każdy z nas zajmuje się tym, co lubi i na czym się zna.

Ja odpowiadam strategicznie – za zarządzanie, rozwój produktów oraz rozwój firmy. Mój mąż Jacek ma w swojej pieczy sferę inwestycyjną oraz finansowo-księgową. Nasz syn Dawid kieruje działem marketingu i mediów społecznościowych. W naszym przypadku to się sprawdza.

Co robi Pani najchętniej po powrocie z pracy?

Zdecydowanie oddzielam pracę od życia prywatnego grubą kreską. Lubię aktywnie spędzać czas z rodziną i przyjaciółmi. W wolnym czasie zwiedzam świat – jest wciąż tyle cudownych miejsc do odkrycia. Tak jak Stara Mydlarnia zrodziła się z obserwacji zaczerpniętych podczas podróży, tak wciąż podczas wyjazdów czerpię bardzo dużo inspiracji do nowych produktów, nabieram nowego spojrzenia na wiele spraw. Zmiana perspektywy bywa bardzo twórcza!

Co Pani zdaniem jest najmocniejszą stroną marki Stara Mydlarnia, co was na rynku wyróżnia?

Myślę, że warto być konsekwentnym i to, co sobie stawialiśmy od początku, do dziś jest filarem naszej marki. Zdecydowanie mocną stroną Starej Mydlarni jest wysoka jakość kosmetyków. Oferujemy konsumentom produkt unikatowy, wyróżniający się spośród innych na rynku, oddziałujący na emocje konsumentów kolorem i zapachem. Każdy z nas potrzebuje rzeczy pięknych, które poprawią mu nastrój, pozwolą się zrelaksować po ciężkim dniu – i to wszystko na pewno może znaleźć w naszej ofercie. Ważne są dla nas składniki: stawiamy na takie, które są jeszcze mało popularne na naszym rynku, często egzotyczne, jesteśmy pod tym względem bardzo pionierscy. Nie mniej ważne są również innowacje, szczególnie w kategorii pielęgnacji twarzy, by produkt był po prostu skuteczny.

Wyróżnia nas również sieć sklepów specjalistycznych z pełną ofertą marki. Sklepy te mają wyjątkową atmosferę: promujemy koncept domowego spa poprzez nastrój i design samego miejsca sprzedaży. Klienci nie kupują wyłącznie produktów, oni coraz częściej kupują przecież wrażenia…

Konsultantki mogą pomóc klientom na każdym etapie wyboru produktu: stawiamy na świadome kupowanie, bez pośpiechu, w klimatycznych sklepach – to również wpływa na postrzeganie marki. Chcemy, by marka Stara Mydlarnia wyzwalała wyłącznie pozytywne emocje.

Jakieś są teraz najważniejsze plany do zrealizowania?

Zdecydowanie zależy nam na dalszym rozwoju sieci franczyzowej. Zamierzamy inwestować jeszcze bardziej w eksport i wzmacniać naszą pozycję na rynkach zagranicznych. W kontekście rozwoju produktów będziemy rozwijać kategorię SPA Professional – skierowaną do salonów kosmetycznych i masażu. To tak w największym skrócie, bo tych planów naprawdę nam nie brakuje…

Ma Pani jakąś dobrą radę dla młodych (stażem, nie tylko wiekiem) dziewczyn w biznesie kosmetycznym?

Myślę, że jeśli od początku mają na firmę i markę pomysł, do biznesu kosmetycznego podchodzą z pasją, to sukces z czasem przyjdzie. Tylko oprócz tej pasji trzeba przygotować się na ciężką pracę. Być wytrwałym i zdeterminowanym.

Rynek kosmetyczny jest wymagający, bo bardzo konkurencyjny. Czasem młode osoby są niecierpliwe w biznesie. Chcą w rok osiągnąć tyle, co niejedna firma przez lata. A tak najczęściej po prostu się nie da…

Życie najlepiej weryfikuje, czy rzeczywiście ktoś w biznesie odnajdzie się czy będzie musiał znaleźć na siebie inny pomysł. Firm powstaje mnóstwo, ale wiele zatrzymuje się na etapie startupu. Czasem zwyczajnie kończą się pieniądze, czasem wyczerpuje się cierpliwość do rozwijania biznesu, jeśli nie dzieje się to tak szybko, jak ktoś sobie założył…

To na koniec – czy lubi Pani słuchać rad, czy jest raczej typem osoby, który i tak bardziej zaufa własnej intuicji niż dobrym radom ekspertów?

Zdecydowanie i jedno, i drugie. Słucham własnego instynktu, ale w kwestiach, na których się nie znam, zdaję się na otaczających mnie ekspertów. Tak jak mówiłam już wcześniej: po to właściciel firmy zatrudnia kompetentne osoby, by mu pomagały w prowadzeniu biznesu. Unijne dotacje, sławne już RODO czy biochemia – nie muszą się na tym wszystkim znać, wystarczy, że znają się na tym szczegółowo moi współpracownicy, do których mam zaufanie. Jak powiedział w jednym z wywiadów Richard Branson: „Siłą firmy są ludzie. To prawdziwy motor każdego biznesu. Dobrzy ludzie nie tylko są kluczowi dla firmy, oni są firmą! Znalezienie ich, zarządzanie nimi, inspirowanie ich i zatrzymanie przy sobie to jedno z najważniejszych wyzwań, jakie stoją przed przywódcami biznesowymi, a to, czy uda się temu sprostać czy wręcz przeciwnie, na dłuższą metę odgrywa decydującą rolę w sukcesie i rozwoju biznesu.” Trudno się z tym nie zgodzić, prawda?

Źródło: Lidia Lewandowska, Wirtualne Kosmetyki, wirtualnekosmetyki.pl

[/et_pb_text][/et_pb_column][/et_pb_row][/et_pb_section]